Myśli swobodne czarno zielone.

Stare harc-dinozaury (nie tyle wiekiem, co zasiedzeniem;) pewnie wiedzą, jakie to uczucie po dłuuuuuugim czasie znowu przyjść na taką normalną zbiórkę. Pewnie zapomną o wielu ważnych rzeczach, które kiedyś były niemal jak amen w pacierzu (np. zabraniu pasa do munduru...) albo w pierwszej chwili pomyślą "co ja tu robię?". Ja miałam niesamowitą przyjemność przeżyć to dziś!
To taki fajny klimat, kiedy po wielu godzinach spędzonych na myśleniu o tym, jak to wszystko będzie wyglądać trochę przez przypadek wpada się w środku zbiórki i po prostu... się jest. Wyczuwa się oczywiście duży dystans ze strony dzieci i ich pewnego rodzaju onieśmielenie, ale też zainteresowanie. Kiedy patrzą na to kim jestem i co robię, czasami nawet chętnie nawiązują kontakt. Wiedzą, że jestem "jakąś druhną która kiedyś coś tam", a droga którą trzeba teraz zacząć to wyjaśnianie tych właśnie "jakąś" i "coś tam".
Pewnie na masę typowe będzie stwierdzenie, że aż mi się ucieszyła twarz, ale niestety tak jest i to są najlepsze słowa:). Takiego kłębka skumulowanej energii nie widziałam już dawno w jednym miejscu! Biegają, krzyczą, rzucają, rozmawiają, śmieją się... I są! Tacy naturalni i u siebie. To ekstra.
A obiad jedzony w autobusie i różne inne akcje pozwalają mi sądzić, że będzie fajnie! :)

2 komentarze:

Olla Aleksandra pisze...

Miło mi, że tak uważasz, fajnie jest pisać dla siebie, ale jeśli innym sprawia to przyjemność, to w ogóle sukces!
A dzieci zarażają energią i w ogóle będę zaglądać tu chętnie, pomysł na harc blogerstwo- ciekawa sprawa:]

trudno pisze...

dzieci maja tą fantastyczną siłę, kiedy choćby nie wiadomo co się działo - one i tak wnoszą entuzjazm. twarz się wtedy cieszy, nie ma dziwne ;)